sobota, 27 lutego 2016

Polecony do skrzynki

Polecony do skrzynki to usługa, z której  powinien korzystać każdy, kto nie chce być notorycznie ruchany przez Pocztę Polską.
Historii o tym, że siedzisz w domu, a w skrzynce w zaczarowany sposób pojawia się awizo są miliony. Muszę przyznać, że od czasu jak siedzę z dzieckiem w domu papierki te w mojej skrzynce zaczęły mnie szczególnie irytować. Dlaczego?
1. Mieszkam na wsi i po przesyłkę muszę wybrać się autem, ponieważ urząd pocztowy jest dość daleko i spacer z kilkumiesięcznym dzieckiem na trasie szybkiego ruchu odpada.
2. Mój mąż jak wraca po całym dniu pracy chcąc nie chcąc musi jeszcze odwiedzić pocztę, co do przyjemnych nie należy biorąc pod uwagę jakie już mieliśmy tutaj historie.
3. Z jakiegoś kurwa powodu zamówiłam coś żeby przyszło mi do domu. Nie po drodze mi do sklepu, bolą mnie nogi, jestem gruba i brzydka po ciąży i nie chce się ludziom na oczy pokazywać. Więc skoro zamówiłam to do domu za pośrednictwem Poczty Polskiej, bo o zgrozo nie było innej formy wysyłki (jeśli to czytasz, a prowadzisz sprzedaż internetową i nie masz innej opcji wysyłki niż za pośrednictwem PP błagam, kurwa, zmień to. Zapłacę za kuriera) i zapłaciłam za to, żeby to do mych rąk dotarło niech to dotrze. Inna sprawa, że nie zawsze w skrzynce znajdujemy awizo przesyłki, której się spodziewamy i może być to coś naprawdę ważnego, co dotrze do nas z opóźnieniem ze względu na zaniedbania pracowników cudownej instytucji.
4. Ostatni i chyba najbardziej oczywisty powód, dla którego irytuje mnie awizo w skrzynce – ja NAPRAWDĘ teraz siedzę w domu. Widzę drogę, którą przyjeżdża autem listonosz z okna. Tą drogą chodzę na spacery jeśli już wychodzę, więc w razie czego się miniemy i zobaczymy (pragnę tutaj zaznaczyć, że jeśli widzę, że listonosz jedzie to się wracam na wypadek gdyby coś do nas było).
Nie znam drugiej instytucji, w stosunku do której generowana byłaby taka fala hejtu. Nie znam osoby, która nie narzekałaby na PP. Nowy sposób na dobry PR? Albo olewanie sprawy, bo i tak nas nie zamkną?

Nie pozostaje nic innego, jak zakończyć ten wpis soczystym: JA PIERDOLĘ.

piątek, 26 lutego 2016

Matka Fatalna – geneza

16 marca 2015 roku dowiedziałam się, że zostanę mamą. Tego dnia czułam wszystko: strach, radość, zaskoczenie (nie to, żebym nie wiedziała skąd się dzieci biorą, ale o tym zaskoczeniu może innym razem), ulgę, podekscytowanie. Co najciekawsze te uczucia towarzyszyły mi aż do momentu narodzin Maleństwa. Cały czas zastanawiałam się jak to będzie posiąść tą tajemną wiedzę i zostać MAMĄ. Bałam się też jeszcze jednej rzeczy – utraty mózgu. Tak, byłam, jestem i będę (o ile poziom żartu nie spadnie) czytelniczką popularnego fanpage’a Beka z mamuś na forach. Zastanawiało mnie to, czy te kobiety były TAKIE zawsze, czy stało się to w momencie przyjścia dziecka na świat. Czytałam i oczy przecierałam ze zdumienia, a w duchu modliłam się, żeby TO nie spotkało mnie. Jestem w końcu dość młoda i mózg może mi się jeszcze przydać, tym bardziej, że mam już dostarczoną Istotę do wychowania.

Miesiące mijają, a ja z racji tego, że dołączyłam do Elitarnej Elity Matek siłą rzeczy natykam się na cuda na kiju typu blogi rodzicielskie (parentingowe, ups!), vlogi parentingowe (dlaczego...) i inne tego typu cholerstwa. Dlaczego cholerstwa i co mi tak naprawdę drzazgą w oku jest? Jeśli macie dość dystansu, lubicie czarne poczucie humoru a mózg nie został wydalony razem z łożyskiem zapraszam do obserwowania wpisów. Może odnajdziemy wspólny język?