Do niedawna ze względu na całkowite oddanie pracy i mojej
rozrywce, czyli piciu alkoholu nie słyszałam o różnych rodzicielskich
nowinkach. No bo skąd? Życie bezdzietnej pary (widzę to z perspektywy
czasu) usłane jest różami. Praca, dom, zakupy, jeść, pić, spać, pobzykać się,
wyjść na imprezę.
Dziecko wywraca ten „porządek“ do góry nogami. Po pierwsze
dlatego, że po prostu w momencie, kiedy widzisz to małe stworzenie następuje
jakiś mistyczny zwrot akcji w życiu i zmienia się wszystko (nie wierzyłam w to
i myślałam, że to bujdy dopóki nie zobaczyłam mojego Stworzenia), a po drugie –
jesteś za kogoś odpowiedzialna całkowicie. To znaczy, że niezależnie od Twojego
humoru, samopoczucia, zdrowia i chcenia bądź niechcenia od teraz do końca życia
będzie na świecie ktoś, kto polega na Tobie i liczy na Ciebie bezgranicznie. Pomyśl
jak myślisz sobie o swojej mamie i wyobraź sobie, że teraz tak ktoś myśli o
Tobie. Ta myśl wstrząsnęła mną najbardziej.
Jako świeżo upieczona mama w przypadku wątpliwości odnośnie
drobnych kwestii odpowiedzi szukałam w różnych miejscach, niestety również w
internecie. I o ile wdzięczna jestem mamom, które zdradziły sekret jak
skutecznie odbić dziecko inaczej, niż poklepując plecy, o tyle twórczości
niektórych nie jestem w stanie pojąć.
Jak już wspomniałam, niektóre rodzicielskie nowinki były mi
zupełnie obce i nie sądziłam, że rodzicielstwo uległo takiej... globalnej
cyfryzacji? W zasadzie o co nie zapytasz odnośnie dzieci Wujka Google wyskoczy
Ci mnóstwo odpowiedzi – czy słusznych to już inna kwestia. Rodzice piszą blogi,
zrzeszają fanów na Facebooku, zakładają vlogi parentingowe (dla
niewtajemniczonych: wideo blog rodzicielski), lub po prostu zasypują swoje
prywatne ściany na Facebooku informacjami na temat swojego dziecka.
Generalnie jestem przeciwniczką zamieszczania wizerunku
dziecka w sieci, o czym napiszę osobny post. Tym samym natykając się na filmiki
matek, które (wydaje mi się) bez zastanowienia upubliczniają wizerunek swojego
dziecka budzi się we mnie gniew. Mama radośnie trzymając dziecko na rękach
opowiada jakieś totalne bzdury i pierdoły powiedzmy o tym, na który krem
dziecko dostało uczulenia, a na który nie. Dziecko zaczyna marudzić, wiercić
się, no ewidentnie jest źle. Matka, zamiast wstrzymać nagrywanie, zająć się
dzieckiem, żeby się uspokoiło radośnie stwierdza, że „Jasiu troszkę marudzi“.
Co Ty kurwa nie powiesz?! Mały stęka i kwili, ale moi internetowi fani czekają,
więc chuj z dzieciakiem, przecież wytrzyma (nie ma wyjścia). A w kolejnym
filmiku mama zdradzi nam tajemnicę, jak sprawić żeby dziecko było zawsze
uśmiechnięte. (Może po prostu nie sadzaj dzieciaka przed kamerą...?)
Kolejna głupota – opowiadanie o tym, jak to przy dziecku nie
ma się czasu na nic, nawet na ugotowanie obiadu. Mam pomysł – może w takim
razie zamiast kręcić chujowe filmiki zajmij się domem?
Haul zakupowy – pojęcie, które poznałam dzięki jakiejś tam
vlogującej mamie. Naprawdę kurwa nudzi się mamom w domach do tego stopnia, że
kręcą filmik o tym, co kupiły swojemu dziecku?! Dlaczego ja się pytam? Czy
kolejnym krokiem w tym szale będzie nakręcenie unboxingu paczki pieluch?
A najgorszy w tym wszystkim jest fakt, że ludzie chyba biorą
takie vlogi całkiem na poważnie – wnoszę tak po przeczytanych komentarzach.
Pragnę zaznaczyć, że nie wrzucam wszystkich vlogujących, blogujących mam do
jednego worka. Są też kanały i strony naprawdę wartościowe, które cokolwiek
wnoszą do życia innych. Wzruszają, bawią, uczą. Jednak z przykrością
stwierdzam, że jest to zdecydowana nisza.
Żeby było jasne – nie wywyższam się. Ktoś, kto czyta moje
wypociny może stwierdzić, że chuja się tam znam, że niepotrzebnie zajmuję
miejsce w cyberprzestrzeni i ścieram klawiaturę. Bardzo możliwe, że w tej
kwestii punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Mam nadzieję, że siedzimy na
tej samej wysokości i wiesz, o co w tym poście chodziło.
P.S. Podczas pisania tego tekstu Stworzonko już spało,
mieszkanie było posprzątane, a mój chop miał co jeść, więc nikt nie ucierpiał.
Poza ewentualnymi Czytelnikami.