piątek, 11 marca 2016

NFZ, czyli Najmniej Fajne Zakątki, których nie unikniesz będąc mamą

Wizyta u lekarza. Jakakolwiek. Zderzam się najpierw z rejestracją i Władczyniami rejestrację obsługującymi. Rzadko kiedy napotykam się na Sympatyczne Panie Pracujące w Rejestracji. Władczynie warczą, irytują się na każde zadane pytanie, dziwią się, że nie znam odpowiedzi i że w ogóle z usług medycznych potrzebuję skorzystać. Niestety nie ma reguły – czy idę z NFZ, czy już czasem się szarpnę i pójdę prywatnie – Władczynie są wszędzie. I o ile jak rozchodzi się o mnie to mogę zwrócić uwagę, wdać się w bezsensowną dyskusję, o tyle jak idę z moim dzieckiem do lekarza to boję się wykonać jakikolwiek niewłaściwy ruch, gest czy też powiedzieć coś niewłaściwego. Boję się, bo przez moje zachowanie Władczyni po prostu złośliwie uniemożliwi lub utrudni wizytę u lekarza mojemu dziecku, a to boli bardziej niż cios wymierzony bezpośrednio we mnie.

Niedawno byłam świadkiem bardzo nieprzyjemnej sytuacji przy rejestracji. Władczynie naśmiewały się, wręcz otwarcie kpiły i pogardliwie prychały na panią, którą jedna z Władczyń obsługiwała. Miałam ochotę zareagować, ogarnęła mnie wściekłość i wręcz szał – jakim prawem w miejscu, w którym te cipy pracują dzięki naszym podatkom petenci traktowani są jak intruzi?! Ale nie powiedziałam nic. Stchórzyłam. Spojrzałam na moje dziecko i wiedziałam, że musimy się dostać tego dnia do specjalisty. Potem usłyszałam od osoby, która mi towarzyszyła tego dnia, że nie mogę się tak pogardliwie patrzeć na ludzi. Ale w moim spojrzeniu nie było pogardy. Była wściekłość, bezsilność i wszystkie słowa, których nie odważyłam się wypowiedzieć na głos.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz